Pierwszy rok minął bez jakichkolwiek refleksji i emocji. Studia jak studia, jestem na tyle bystrą osobą, że jestem w stanie być w miarę dobra we wszystkim, za co się wezmę (wprawdzie ogranicza się do zakresu wiedzy humanistycznej, ale jednak). Okazało się, że moje problemy osobiste są na tyle duże, że nie jestem sobie w stanie sama z nimi poradzić. Dlatego z drugiego roku studiów pamiętam jedynie ciągnące się aż do wakacji wizyty u psychologa, pokazywane ukradkiem zwolnienia oraz cały ocean łez. Utopiłam w nim wiele drzazg noszonych w sercu od niepamiętnych czasów, porzuciłam idiotyczne nastawienie, że muszę być idealna i ze wszystkim radzić sobie sama i wreszcie pozwoliłam sobie być taką, jaka jestem bez ciągłego psychicznego karania się za to, że nie jestem w stanie sprostać wymaganiom, które sama sobie stawiałam.
Nadszedł trzeci rok studiów a wraz z nim pisanie pracy licencjackiej- coś, co jednym spędza sen z powiek, innym zaś rzuca kłody pod nogi. I co zabawne dopiero teraz po trzech latach wiem, dokładnie wiem, że to jest to, co chcę robić. Każda kolejna książka przeczytana jako lektura na potrzeby pracy jest kolejnym kontynentem odkrywanej przeze mnie wiedzy, każdy problem jest wyzwaniem a rozwiązanie go- zwycięstwem, które świętuję ciesząc się jak małe dziecko. Może nie pracuję ponad moje siły, ale już dawno nie czułam się tak podekscytowana tym co robię i co mogę osiągnąć. Po raz pierwszy od kilku lat jestem naprawdę nie tylko szczęśliwa ale też spokojna. Nie mam potrzeby szukania niczego, ciągłej zmiany w poszukiwaniu czegoś idealnego i doskonałego. Odpowiada mi to miejsce, w którym się znalazłam przez kompletny przypadek.
Mam nadzieję, że wszyscy dewiantowicze, którzy w tym roku piszą jakąkolwiek pracę dyplomową będą mieli to samo szczęście co ja odnaleźć w niej tyle szczęścia i radości, które nadaje sens temu, co robimy. Trzymam kciuki i za was i za siebie.
Piszę to wszystko, by się podzielić swoim szczęściem z innymi. Chce się też podzielić dumą z samej siebie- jeszcze pół roku temu nie byłabym w stanie napisać tego bez zapłakania klawiatury gorzkimi łzami. Pamiętajcie, że nawet jeśli los odbierze nam nasze marzenia, nie oznacza to, że nie jesteśmy w stanie odnaleźć innego źródła szczęścia w naszym życiu.
Dziękuję Wam wszystkim i pozdrawiam serdecznie. Raczej nie będę miała czasu aż do wakacji narysować niczego więcej niż bazgroły na marginesach notatek, jednak mam nadzieję, że po obronie będę miała nieco więcej czasu na swoje hobby













